Alexa Lavenda Zycie kobiety

Tak, tak, wiem co wszyscy mówią, jak się starasz osiągniesz sukces i ja się z tym zgadzam, tylko, że…czasami jak staram się za badzo to wszystko się spierniczy, a czym ważniejsza okazja, tym większa porażka.
Przykłady? Jest ich milion. Mąż na przykład chwali mnie, że robię najlepsze zapiekanki na świecie. Zapiekanka-na bagietkę wrzucisz cebulę, pieczarki, kiełbachę, ser i do piekarnika, nic prostszego prawda? Prawda. Robiłam to tysiąc razy i wszystko było OK. Do czasu, kiedy mąż pochwalił mnie przy teściach i Ci sobie zapiekanki zażyczyli. Zrobiłam. Tak jak zawsze. Wyszły twarde, okropne suchary. Teściowa walczyła zawzięcie, krojąc suchary i powtarzając „bardzo smaczne” choć naprawdę nie było (niech mi ktoś powie, że wszystkie teściowe, to chodzące zło, to się normalnie zapluję).
Kolejny przykład- ślub najlepszej przyjaciółki, na którym byłam świadkiem i wiadomo, musiałam wyglądać szałowo…Jak to w życiu bywa zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę, i z zabiegami upiększającymi byłam bardzo do tyłu. Paznokcie domagały się odnowy a ja nie miałam czasu lecieć do miasta do swojej stałej pani od pazurków. Na szczęście szwagierka poleca jakąś panią, która mieszka dosłownie pięć minut ode mnie, świetnie, bo nie mam czasu do stracenia. Umawiam się z ową panią natychmiastowo i idę do jej salonu kosmetycznego…który znajduje się w piwnicy bloku. Już wtedy powinnam uciekać, ale grzeczność mi nie pozwala. Jak ostatnia głupia więc siadam przy biurku w owej piwnicy, pani chwali się dyplomami, więc trochę się uspokajam. Wszystko przygotowane i pani zakłada okulary grube jak denka od starych butelek z mleka, zaczynam się denerwować, ale przecież nie będę dyskryminować nikogo za noszenie okularów…wychodzę ze sztucznymi, krzywymi, okropnymi pazurami, które moje dziecko pewnie lepiej by zrobiło. Lecę do swojej starej, sprawdzonej pani od paznokci i ta na widok tego, co mam na końcach palców odkłada spotkania z innymi klientkami i zajmuje się mną. Trzy godziny! Musiałam wszystko moczyć w rozpuszczalniku, żeby zmiękło a potem poodklejać i spiłować. Biedna pani namęczyła się, ale wynik końcowy był nieziemski. Zapłaciłam podwójnie, bo zabieg zamiast godzinki trwał trzy, pani się wzbraniała, ale postawiłam na swoim. Tyle by było na oszczędzaniu czasu i pieniędzy.
Potem był czas na makijaż. Makijażystkę poleciła mi druga szwagierka. Pani makijażystka była profesjonalistką wielką gębą, zaliczyła nawet kilka wyjazdów i malowała modelki w Turcji, jak się sama chwaliła podczas zabiegu. Tym razem, niech mi wszyscy wybaczą, nie byłam już taka naiwna i umówiłam się na makijaż próbny przed ślubem, bo nie chciałam ryzykować powtórki z paznokci. Pani makijażystka miała profesjonalnie wyglądające studio, w którym położyła mnie na fotelu podobnym do tego u dentysty i zaczęła swoją pracę bez uprzedniego zapytania mnie co i jak bym chciała, ale uznałam, że jeśli ona modelki malowała, to co ja się będę odzywać. Malując mnie sama chwaliła swoją pracę słowami „Cudnie, idealnie i pięknie” a ja spoglądałam od czasu do czasu na szwagierkę, która była ze mną i także się uśmiechała. Całkiem się uspokoiłam widząc te uśmiechnięte pyszczki i poddałam się procedurze. Kiedy wreszcie byłam „gotowa” wstałam z łóżko-fotela, spojrzałam w lustro i oniemiałam. Pani makijażystka wzięła to za coś dobrego i zaczęła sama siebie chwalić pod niebiosa. A ja patrzyłam w lustro i widziałam połączenie ruskiej tirówki z transwestytą, nie obrażając pierwszego ani drugiego. Zapłaciłam i bez słowa wyszłam z salonu. Nie powiedziałam nic, bo nie miałam szansy, pani makijażystka tureckich modelek wychwalała swoje dzieło ponad niebiosa i nie pozwoliła mi dojść do słowa. Mąż czekał na zewnątrz w samochodzie, kiedy mnie zobaczył parsknął śmiechem i nawet moje najbardziej mordercze spojrzenie go nie uciszyło. Rżał jak koń a ja chciałam mordować.
Od wtedy mam zasadę, że po znajomości nigdzie nie idę ani z paznokciami ani z twarzą, bo gra nie warta świeczki. Na koniec powiedziałam, że pieprzę to wszystko, sama się pomalowałam, sama uczesałam, i o dziwo mój delikatny makijaż i nieprofesjonalnie ułożone włosy wyglądały o niebo lepiej od makijażu wykonanego przez profesjonalistkę. Fryzjera też miałam zamówionego po znajomości, ale z tego właśnie względu dałam sobie spokój. I jak się na koniec okazało, jak człowiek wrzuci trochę na luz i odpuści, to mniej rzeczy się posra. Próbując wszystko zrobić idealnie i dla kogoś, albo dlatego, że tak wypada (no bo przecież na ślub trzeba iść do makijażystki i fryzjerki, a nie, broń Boże, robić sobie stajling samemu) to wszystko się spier…tentego. Same sobie kobietki dokładamy pracy, stresu i robimy niepotrzebne schizy. Czasami trzeba trochę wrzucić na luz i wtedy nam wyjdzie tak, jak miało wyjść. Problem w tym, że społeczeństwo, w którym żyjemy naciska z każdej strony i wychowuje nas na istoty zeschizowane, wytresowane i dążące do ideału. Czasami jednak warto mieć na niektóre rzeczy wyje…chane, jeśli ktoś tak potrafi to gratuluję! Ja muszę się trochę podszkolić, jednak uczę się szybko. Do teraz nauczyłam się że:
Czym bardziej chcesz, żeby coś wyszło dobrze, tym bardziej się spier*oli,
Jak będziesz na czymś próbować oszczędzić czas i pieniądze, to będzie cię to kosztowało dwa razy więcej (czasu i pieniędzy).
Gdy coś jest załatwiane „po znajomości”, przeważnie jest to do dupy. Uciekajcie. Nie znam wielu osób, które „załatwiły sobie coś po znajomości” i nie pluły sobie potem za to w brodę. Prawda? Jasne, że prawda 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*